Porozmawiajmy z Michałem Kierlewiczem

2026-02-05

… Czujemy wsparcie kibiców i cieszymy się, że możemy grać dla nich. Mam nadzieję, że ich liczba będzie stale rosła, a koszykówka na co najmniej tym poziomie w Katowicach zagości na stałe i będzie się rozwijać także dzięki nim i ich ogromnemu zaangażowaniu. My zostawimy wszystko na boisku, aby mogli razem z nami cieszyć się kolejnymi zwycięstwami.

Pytanie:

Pamiętasz moment, w którym koszykówka przestała być tylko zabawą, a stała się czymś „na serio”? Który etap szkolenia młodzieżowego najbardziej Cię ukształtował?

Michał Kierlewicz:

Pierwszy moment takiej świadomości pojawił się, gdy zaczęły się zgrupowania Kadry Polski U-16. Później, kiedy przeniosłem się do SMS-u we Władysławowie, już wiedziałem, że chcę, aby był to mój pomysł na życie. Chociaż myślę, że gdzieś z tyłu głowy te myśli mogły pojawić się nawet wcześniej.

Wyróżniłbym u siebie dwa etapy. Pierwszym były wszystkie lata spędzone u Trenera Adama Latosa, świetnego dla najmłodszych koszykarzy. Drugim natomiast były trzy lata spędzone w Szkole Mistrzostwa Sportowego, gdzie wszystko było już podporządkowane treningom.

Pytanie:

Jakie wspomnienie z czasów juniorskich wraca do Ciebie najczęściej? Turniej, trener, szatnia, porażka albo wielkie zwycięstwo?

Michał Kierlewicz:

Trudno byłoby wymienić wszystkie, bo tych wspomnień jest naprawdę bardzo dużo. Na pewno zawsze będę wracał do występów w kadrach młodzieżowych i reprezentowania kraju na Mistrzostwach Europy U-18 oraz U-20. Zawsze uważam, że jest to największe wyróżnienie dla sportowca, niezależnie od etapu kariery oraz ogromny powód do dumy.

Również wszystkie kolory medali zdobywane w rozgrywkach młodzieżowych z Polonią Warszawa, a w szczególności ten najważniejszy, czyli złoty medal wywalczony w kategorii U-16. To są momenty, do których zawsze wracam z dużą nostalgią i przyjemnością.

Pytanie:

Gdybyś miał wskazać jedną rzecz, której nauczyła Cię młodzieżowa koszykówka, a która najbardziej pomaga Ci dziś w seniorskim baskecie – co by to było?

Michał Kierlewicz:

Na myśl przychodzą mi dwie takie rzeczy.

Po pierwsze, konsekwentne dążenie do wyznaczonych sobie celów. Nawet jeśli pojawią się trudne momenty i czasem coś nie wyjdzie, nie można się poddawać – trzeba iść dalej.

Po drugie, budowanie dobrych relacji z kolegami z drużyny oraz trenerami. Poleganie na sobie nawzajem i poczucie, że wszyscy razem zmierzamy w jednym kierunku.

Pytanie:

Twój ojciec, Andrzej Kierlewicz, to postać bardzo dobrze znana w polskiej koszykówce. Jak wyglądała relacja „ojciec–syn” a jak „trener–zawodnik”?

Michał Kierlewicz:

Zawsze staraliśmy się rozgraniczyć te dwie relacje i zachować odpowiedni balans. Myślę, że całkiem dobrze nam się to udaje. Zawsze traktowałem to jako przywilej. Mając tatę trenera, mogę poprosić go o radę, a gdy ogląda moje mecze, często daje mi wskazówki, co mogłem zrobić lepiej.

Co też nie znaczy, że przez te wszystkie lata nie zdarzały nam się jakieś ostrzejsze wymiany zdań. Obaj mamy dosyć mocne charaktery (śmiech).

Jednak dla nas zawsze najważniejsza była relacja „ojciec–syn” i to ją zdecydowanie stawiamy na pierwszym miejscu. Myślę, że wychodzi nam to naprawdę dobrze.

Rozmawiamy na bardzo wiele tematów, chociaż najczęściej oczywiście o koszykówce, ale też o innych sportach. W naszej rodzinie sportu jest po prostu bardzo dużo i nie ma problemu z tym, że często jest tematem przewodnim.

Pytanie:

Czy łatwiej czy trudniej dorastać w cieniu tak rozpoznawalnego szkoleniowca? Co było największym wyzwaniem?

Michał Kierlewicz:

Nigdy nie odczuwałem, że jestem w jego cieniu i że muszę za wszelką cenę z niego wyjść. Wręcz przeciwnie, z perspektywy czasu widzę, że dawało mi to wiele możliwości. Gdyby nie tata, w młodych latach pewnie nie miałbym okazji oglądać treningów ówczesnej ekstraklasowej Polonii Warszawa. Dla młodego chłopaka z marzeniami było to niesamowite doświadczenie: obserwować zawodników na takim poziomie z bliska, a czasem nawet podawać im piłki.

Pytanie:

Czy widzisz siebie w przyszłości w roli trenera? A jeśli tak, bardziej klubowego, młodzieżowego czy może reprezentacyjnego?

Michał Kierlewicz:

Zawsze gdzieś mi to chodziło po głowie, żeby w przyszłości pójść w stronę pracy trenerskiej. Oglądając mecze często staram się zwrócić uwagę na taktykę danej drużyny. Fascynuje mnie budowanie zespołu, dobieranie zawodników tak, aby wszystko ze sobą grało i żeby drużyna miała jeden, wspólny kierunek.

Pierwsze doświadczenia już za mną. Grając w Polonii Warszawa przez dwa lata prowadziłem treningi w klasie koszykarskiej na Ursynowie i właśnie tam złapałem pierwsze „szlify” w tej roli.

Każda z możliwych ścieżek jest ciekawa. Praca z młodymi zawodnikami daje ogromną satysfakcję, ale wiąże się też z dużą odpowiedzialnością. Kto wie, być może kiedyś historia zatoczy koło i wrócę do SMS-u, tym razem już w innej roli (śmiech).

Trener klubowy to zupełnie inny poziom wyzwań: taktyka, odpowiedzialność za wynik i ciągłe dopasowywanie zespołu. Z kolei prowadzenie reprezentacji, młodzieżowej czy seniorskiej,  to największe możliwe wyróżnienie. Praca z najlepszymi graczami, walka dla swojego kraju zawsze budzi ogromne emocje i daje niesamowitą dumę.

Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Na razie jednak wciąż czerpię ogromną radość z gry i na tym skupiam się najbardziej.

Pytanie:

Jesteś już dobrze związany z Katowicami. Co najbardziej lubisz w tym mieście poza halą?

Michał Kierlewicz:

Miasto jest naprawdę bardzo przyjemne do życia i ma sporo ciekawych miejsc. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, zarówno do aktywnego spędzania czasu, jak i do odpoczynku. Osobiście najbardziej lubię tereny Doliny Trzech Stawów, które są świetne na chwilę oddechu, rynek z jego klimatem oraz okolice Spodka.

Pytanie:

Masz swoje ulubione miejsca lub restauracje, do których zabierasz rodzinę albo znajomych, gdy przyjeżdżają do Katowic?

Michał Kierlewicz:

Katowice mają naprawdę świetny klimat i sporo miejsc, do których chętnie wracam. Jestem fanem dobrej kawy, więc często można mnie spotkać w Chopin Cafe na rynku, a na co dzień zaglądam też do Fiki albo Szczęście Istnieje. Mam je praktycznie pod domem. Jeśli chodzi o jedzenie, to wybór jest duży: Kafej, Mundo, Chickiyo, Sztolnia czy Acaya to miejsca, które bardzo lubię. Na mojej liście „do sprawdzenia” wciąż czeka jeszcze Śląska Prohibicja. A kiedy chcę po prostu złapać oddech, wybieram Park Śląski albo Dolinę Trzech Stawów.

Pytanie:

Jesteś dziś jednym z liderów Katowice Miners, zarówno na boisku, jak i w szatni. Jak opisałbyś atmosferę w drużynie w tej części sezonu?

Michał Kierlewicz:

Atmosfera w zespole jest bardzo dobra. Oczywiście po porażkach nie zawsze jest łatwo, ale mamy wiele osób, które potrafią o nią zadbać. Lubimy spędzać ze sobą czas nie tylko w hali, lecz także poza nią i to zasługa każdego, kto jest w szatni. Szczególnie Mikołaja Jopka, który pod tym względem robi świetną robotę.

Dzięki temu wszyscy idziemy w jedną stronę do celu i jesteśmy gotowi na najważniejszą część sezonu.

Pytanie:

Przed Wami trudne mecze i presja walki o utrzymanie. Jak Ty,  jako lider podchodzisz do motywacji, przygotowania mentalnego i odpowiedzialności za zespół?

Michał Kierlewicz:

Jesteśmy gotowi zarówno mentalnie, jak i fizycznie na ten moment. Każdy w drużynie wie, o co gramy. Do każdego meczu podchodzimy jak do walki o życie. Dokładamy od siebie każdy, nawet najmniejszy element, żeby zespół mógł cieszyć się ze zwycięstwa i realizacji wspólnego celu. Stosujemy różne techniki, które wzmacniają chemię i jedność na boisku, i widać, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Teraz każdy mecz to dla nas okazja, żeby pokazać charakter i wspólnie sięgnąć po to, na co pracujemy każdego dnia na treningach.

Pytanie:

Który mecz w barwach Minersów zapamiętasz na długo i dlaczego właśnie ten?

Michał Kierlewicz:

Myślę, że mecz z WKK był dla mnie wyjątkowy, głównie dlatego, że było to nasze pierwsze zwycięstwo przed własną publicznością. Atmosfera była niesamowita! Czuło się ogromne wsparcie kibiców, a radość ze wspólnego zwycięstwa była po prostu niesamowita

Pytanie:

Jak oceniasz poziom obecnego sezonu 1. ligi, zarówno sportowo, jak i organizacyjnie? I jak skomentowałbyś głośny transfer Maciej Lampe do ŁKS Coolpack Łódź?

Michał Kierlewicz:

Poziom ligi cały czas rośnie, co jest fantastyczną wiadomością zarówno dla zawodników, jak i dla kibiców. Widać to też po mocniejszych ligach w Europie. Dobrze, gdy 1. liga staje się mocniejsza i ciekawsza, aby przeskok do PLK nie był aż tak kolosalny. Jeśli PLK ma się rozwijać, to również 1. liga musi rosnąć w siłę. Tym bardziej cieszy, że poziom sportowy w naszej lidze systematycznie się podnosi, a do klubów trafiają coraz lepsi obcokrajowcy. To efekt pracy klubów, które rozwijają się nie tylko sportowo, ale także marketingowo i organizacyjnie. Organizacje wiedzą, że muszą wychodzić do kibica i zaoferować mu produkt, na który naprawdę będzie chciał kupić bilet. Żyjemy w czasach, w których sposobów spędzania wolnego czasu jest mnóstwo, a my musimy wygenerować emocje, które przyciągną fanów na halę – zarówno sportowe, jak i w formie atrakcyjnego show.

Jeśli chodzi o ten konkretny transfer, jestem bardzo ciekaw, czy tak doświadczonemu zawodnikowi wystarczy motywacji, by grać na poziomie 1. ligi, skoro większość kariery spędził w dużo wyższych ligach. Jego przeszłość w topowych klubach Europy i Azji, nie wspominając o NBA, mówi sama za siebie. Tamten etap kariery w polskich realiach był niemal kosmiczny. Trzeba też pamiętać, że kilka lat spędził na emeryturze, choć podobno tego się nie zapomina. Zobaczymy wkrótce, czy był to transfer przede wszystkim sportowy, czy raczej marketingowy.

Pytanie:

Na koniec prosimy o kilka słów od Ciebie do #KibicówMiners, którzy są z drużyną także w trudnych momentach.

Michał Kierlewicz:

To zawsze jest nasz dodatkowy zawodnik. Czujemy wsparcie kibiców i cieszymy się, że możemy grać dla nich. Mam nadzieję, że ich liczba będzie stale rosła, a koszykówka na co najmniej tym poziomie w Katowicach zagości na stałe i będzie się rozwijać także dzięki nim i ich ogromnemu zaangażowaniu. My zostawimy wszystko na boisku, aby mogli razem z nami cieszyć się kolejnymi zwycięstwami.

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.