Katowice Miners byli o krok od sprawienia dużej niespodzianki w starciu z faworyzowanym ŁKS Coolpack Łódź. Po świetnej pogoni w drugiej połowie i emocjach do ostatnich sekund gospodarze musieli jednak uznać wyższość rywala, przegrywając 87:93.
Do zespołu po krótkiej przerwie wrócił Tomasz Krzymiński. „Szumi” zagrał bardzo dobre spotkanie, był aktywny, odważny w ataku i od razu przypomniał, jak wiele jakości wnosi do naszej rotacji. Miners nadal muszą radzić sobie bez kapitana Karola Leszczyńskiego, który leczy drobny uraz, oraz Marcela Kapuścińskiego – jego powrót przewidywany jest dopiero za kilka tygodni.
Łodzianie od początku narzucili swój rytm. Punkt po punkcie budowali przewagę, która w trzeciej kwarcie przekroczyła już 20 punktów. Silnym punktem ŁKS był Marcel Ponitka – zawodnik z doświadczeniem w Energa Basket Lidze, który po zejściu poziom niżej stał się jedną z najbardziej wpływowych postaci 1. ligi.
Mimo trudnej sytuacji, Miners zareagowali w najlepszy możliwy sposób. Trzecia kwarta w wykonaniu katowiczan była znakomita – pełna agresywnej obrony, szybkiego tempa i konsekwentnego odrabiania strat. W tej szaleńczej pogoni prym wiedli: nasz superstrzelec Thomas Davis, który raz po raz trafiał w kluczowych momentach; Michał Kierlewicz, wykorzystujący swoje koszykarskie IQ i świetnie napędzający atak; oraz dynamiczny Wojtek Jagiełło, który dodawał energii i przebojowości.
Na obu końcach parkietu ogromną pracę wykonywał również Karol Nowakowski – twardy w obronie, mobilny, wszechstronny. Jego znaczenie dla zespołu rośnie z meczu na mecz, a w tym spotkaniu był jednym z fundamentów zespołu.
Miners doprowadzili do prawdziwej wojny nerwów w czwartej kwarcie. To była wymiana ciosów – kosz za kosz. Gdy rywale odskoczyli na osiem punktów, katowiczanie ponownie rzucili się do odrabiania strat i przy skutecznych akcjach Davisa oraz Kierlewicza wynik na chwilę ponownie stał się otwarty. Ostatecznie zabrakło jednak kilku trafień, by doprowadzić do pełnej sensacji.
Po meczu padły słowa, które dobrze oddają charakter zespołu i kierunek, w którym zmierza klub:
– Przegrana boli, bo widziałem, jak bardzo wszyscy – zawodnicy i sztab – chcieli wygrać to spotkanie. Ale jestem dumny, że mamy w Katowicach drużynę, która walczy do końca, niezależnie od okoliczności. To wspaniały przykład dla naszej młodzieży – podkreślił Michał Bentkowski, prezes UKS SP 27 Katowice.
Wiceprezes Katowice Miners, Bartłomiej Solik, zwrócił uwagę na rosnącą pewność siebie debiutanta w 1. lidze:
– Nasz zespół gra jak równy z każdym przeciwnikiem i na pewno nie ma kompleksu beniaminka. Dziś się nie udało, ale jestem przekonany, że hala w Szopienicach będzie miejscem niejednej niespodzianki. Gratuluję zawodnikom postawy, a wielkie słowa uznania kieruję do sztabu trenerskiego, który świetnie przygotował drużynę.
Miners opuszczają to spotkanie bez punktów, ale z ogromnym szacunkiem kibiców i jasnym sygnałem dla ligi: w Katowicach rośnie drużyna waleczna, odważna i gotowa na więcej.